piątek, 26 lipca 2013

Śniadanko za bieganko

Piątek, 26 lipca 2013

W niedzielę był dobry początek, w poniedziałek kontynuacja po tej samej trasie, we wtorek krótka przerwa, w środę znowu kontynuacja, ale  po nieco wydłużonej trasie, a wczoraj - Bieg Śniadaniowy.
Biegi Śniadaniowe to cykl rekreacyjnych biegów w nadmorskich kurortach. Organizowane są niezmiennie od dziesięciu lat, a organizatorzy gwarantują znakomitą zabawę, swobodne tempo biegu, energetyczną muzykę oraz wiele dodatkowych atrakcji. Miałem to szczęście, że 25-go lipca byłem akurat w Rewalu.
Punktualnie o 9.00 prowadzący wskoczył na wielkiego Hammera, zaprezentował gości, wśród których byli między innymi Bogusław Mamiński i Jacek Wszoła, ten ostatni przeprowadził rozgrzewkę i ruszyliśmy.
Najpierw za samochodem powoooooli, spacerkiem, zgodnie z ideą biegów sniadaniowych, później nieco szybciej, ale też nie przekraczając norm biegu rekreacyjnego. Po drodze jeszcze dwie przerwy muzyczno-taneczne i po niecałej godzinie mogliśmy się cieszyć śniadaniem na mecie.

Więcej zdjęć z imprezy również w Kurierze Szczecińskim

A dziś - no cóż: kontynuacja prywatnych biegów piaskowych.
Podsumowanie: poniedziałek i środa razem 5 kilometrów w tempie kilometr na 6 minut, czwartek - około 2,5 kilometra w tempie śniadanio... Ups! Spacerowym, a dziś 4 kilometry w tempie 5'40.  Pogoda dopisuje, morze ciepłe, nic tylko korzystać :)

niedziela, 21 lipca 2013

Piaski rewalskiej plaży

Niedziela, 21 lipca 2013
Zeszły tydzień miałem tak zabiegany, że nie miałem czasu myśleć o bieganiu ;) Ale to nie znaczy, że biegania nie było, bo było i w poniedziałek i w piątek, i to razem z Klaudią. Razem wybiegaliśmy siedem kilometrów. Niby niedużo, ale łącznie z pływaniem stworzyło to solidne podwaliny pod urlop.
Dziś niedziela, drugi dzień nad morzem, więc zgodnie z planem, który przygotowałem sobie wcześniej, rozpocząłem codzienne bieganie z Rewala do Trzęsacza i z powrotem. Plażą.
Najpierw próbowałem w butach, ale po pierwsze primo plaża w miejscu gdzie już się da biegać w butach, czyli przy samej wodzie, jest pochyła w jedną stronę i biegnie się najpierw na jedną, a później na drugą nogę, a po drugie primo zawsze jakaś niesforna fala okaże się szybsza niż stukające w jednolitym rytmie nogi i nagle czuje się ni z tego ni z owego wodę w butach. Wniosek: mimo że większość mijanych po drodze ludzi biega w obuwiu, po plaży wygodniej jest biegać boso. Do tego dostaje się w zestawie darmowy piling stóp :)
Podsumowanie dzisiejszej porannej przebieżki: 2,8 kilometra w 18 minut.

piątek, 12 lipca 2013

Paskudny Król i Śpiąca Królewna

Piątek, 12 lipca 2013

- To, że biegaliśmy w środę, to nie znaczy, że nie będziemy biegać w piątek - powiedział Paskudny Król Ojciec wyciągając z łóżka Piękną Śpiącą Królewnę.
- Ale... Ja mam Wakacje! - Odpowiedziała Piękna Śpiąca Królewna i nakryła głowę kołdrą. - Może po południu? - Mruknęła gdzieś z otchłani.
- Po południu będzie padać! - Straszny Król Ojciec był nieugięty.
Chcąc nie chcąc Piękna Rozbudzona Królewna zrobiła się na bóstwo i założyła buty do biegania. Pogoda była w sam raz, bo poniżej 20 stopni i pochmurno, a kilometry leciały jeden za drugim, aż skończyły na trzecim. Na dziś wystarczy, ale widać jak forma Pięknej Biegającej Królewny rośnie w oczach.
Podsumowanie - 3 kilometry w trochę ponad 20 minut. Całkiem przyjemna przebieżka.

czwartek, 11 lipca 2013

Wieczorową porą

Środa, 10 lipca 2013

Planowałem co prawda biegać dopiero w piątek, ale co tam. Środa też jest dzień, a poza tym trzeba sprawdzić, jak kondycja po całym dniu pracy - szczególnie jak się wraca o dziewiątej wieczorem ruchomą sauną, zwaną też czasem pociągiem. Całe szczęście udało mi się namówić Córkę, bo samemu na pewno by mi się nie chciało ;)
Przebiegliśmy naszą Małą Pętlę (2,9 km) w 21 minut, więc tempo bardzo, ale to bardzo wolne, a nogi... Jak z waty. Nie wiem, czy to ze względu na późną porę i zmęczenie, czy na nietypowe dla mnie tempo. Ale było okej, w miarę chłodno, komarów mało i dużo czasu na rozmowę. Ciekaw jestem jak daleko jestem w stanie zabiec takim truchtaniem. Może "dziesiątka" jest bardziej realna niż myślałem?
W poniedziałek po letniej przerwie konserwacyjnej otwarli basen. Nie ma co prawda szans na samotne pływanie na torze, a tor gdzie pływają trzy osoby można już potraktować o tej porze roku jako luksus, ale i tak nie ma co narzekać. Bardzo mi brakowało wody.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Atrakcyjność: +100

Poniedziałek, 8 lipca 2013

Weekend i po weekendzie. Pogoda nienajgorsza, coś koło 20 stopni na dworze, a i tak po czterech kilometrach przybiegłem spocony jak dzika świnia. A wszystko przez letnie slońce, które daje od samego rana jak reflektory na Narodowym. Gdzieś wyczytałem, że bieganie "dodaje +100 do Twojej atrakcyjności". Jeżeli przepocona na wylot koszulka i czerwona twarz podnosi moją atrakcyjność, to jednak na co dzień wolę być trochę mniej atrakcyjnym ;)
Rozwiązanie na nadmierne letnie ciepelko jest jedno: trzeba wcześniej wstać i ruszyć tyłek zanim jeszcze słońce zacznie pionowo świecić nad głową. Ja jednak wychodzę z zalożenia, że bieganie ma być przyjemnością, a nie katorgą, więc mówię "stanowczo raczej nie" wstawaniu przed Ostatecznym Terminem Wstawania. Podobnie podchodzę do mitów na temat porannego wstawania na ryby. Kara - oczywiście palące słońce nad głową. Ale nic to. Chustka na głowę i w drogę :-)
Podsumowanie dzisiejszej przebieżki - 4 km w 21 minut.

piątek, 5 lipca 2013

Piątek na dobry początek

Tego nieregularnego dziennika, bo nie biegania.

Piątek, 5 lipca 2013

Kiedy w koncu otworzą ten cholerny basen... Myślałem przeklinając w duchu żar lejący się z zawieszonej na niebie wielkiej żółtej kuli. Temperatura pomimo w miarę wczesnych godzin była już grubo powyżej dwudziestu stopni, a ja byłem w połowie krótkiego, niespełna trzykilometrowego kawałka wkoło osiedla.
Tak, wolę pływanie. Jak jest zimno, to płynę troszkę szybciej i ciało szybko się rozgrzewa. Jak ciepło - zawsze można zwolnić i rozkoszować się jak przyjemnie chłodna wodna schładza skórę. W szwedzkich jeziorach to nawet zamraża, jak to określili moi koledzy, ale Szwedzi pływają i jakoś nie narzekają. To chyba inny naród, bo już od pierwszego czerwca kryty basen zostaje zamknięty, a prosto z ciepłego prysznica trzeba udać się na zewnątrz na dużą pięćdziesięciometrową pływalnię. I co z tego, że woda ma 28 stopni, jak z północy zawiewa mrozem, że hej.
Ale o bieganiu miało być. I dziś, jak na dziennik przystało, będzie krótko: trzykilometrowy trucht w upale w tempie 5 min/km dał mi w kość. Lało się ze mnie bardziej, niż po wyjściu z basenu. Ale ważne, że w ogóle udało się wyjść.

PS. Dziennik zaczyna się dziś. Nieważne co bylo wcześniej. Nie chce mi się wracać do przeszłości i opisywać początków. Trzeba żyć tu i teraz. A jak potrzeba - Endomondo historię przypomni :-)