piątek, 21 lutego 2014

Wiosna idzie, czyli czas wrócić do formy

Jak spojrzałem na datę ostatniego wpisu to się za głowę złapałem. Kilka miesięcy minęło, kilka kilogramów przybyło... Część co prawda całkowicie poprawnych, bo od pływania, któremu się z całą pasją oddaję zimą zamiast biegania, a część niepoprawnych, to znaczy tych, które zmuszają zmienić spodnie na szersze w pasie. I to już dobre nie jest.
Zimą nie lubię biegać. Bo zimno, bo śnieg, bo wieje, bo to, bo tamto. Ale w tym roku zima była (a nawet jeszcze jest) łagodna, postanowiłem więc zamiast znajdować ciągle wymówki wziąć się ogarnąć i zacząć się ruszać zanim trzeba będzie zmienić całą garderobę na nową - większą.

Po kilku miesiącach przerwy miałem pewne obawy co do swojej kondycji, ale okazało się, że nie jest tak źle: pierwsze próby na siłowniowej bieżni pokazały czas około 10 minut na jedną milę, więc wcale nie tak najgorzej. Co więcej, skończyłem co prawda spocony jak mysz kościelna, ale w całkiem niezłej formie i myślę, że spokojnie te dziesięć minut mogłem powtórzyć bez przerwy jeszcze raz. No ale co za dużo to niezdrowo i do formy trzeba wracać powoli.

Oczywiście nie rezygnując z basenu.
I z zumby ;)