Wtorek, 24 września 2013
W niedzielę postanowiłem troszkę odmienić swój wysiłek fizyczny i odwiedzić pobliską pływalnię. Niestety okazało się, że na ten sam pomysł wpadło chyba całe Linkoping i pół Ostergotland, bo nie dość, że krążyłem 15 minut po okolicy szukając jakiegokolwiek (nie tylko darmowego) parkingu, to okazało się...
Okazało się, że na pływalni są zawody i o wejściu na jakikolwiek basen do pływania nie ma mowy. No cóż, popluskałem się w grzecznie w basenie ze sztuczną falą, wymoczyłem w jakuzzi, wygrzałem w saunie mokrej, potem w saunie suchej i pojechałem do domu. Odpocząłem nieco i poszedłem pobiegać, bo mnie nosiło z nadmiaru energii. Tak więc nie ma tego złego, coby na dobre nie wyszło.
Podsumowanie: 4 kilometry i 300 metrów w 28 minut. Wolniutko, ale wystarczająco. Ostatnio nie bawi mnie szybkie bieganie, a ja lubię się bawić tym, co robię. A skoro to jeszcze pozwala mi zdrowiej żyć, w co wierzę - jest super!