wtorek, 24 września 2013

Niedzielna zmiana planów

Wtorek, 24 września 2013

W niedzielę postanowiłem troszkę odmienić swój wysiłek fizyczny i odwiedzić pobliską pływalnię. Niestety okazało się, że na ten sam pomysł wpadło chyba całe Linkoping i pół Ostergotland, bo nie dość, że krążyłem 15 minut po okolicy szukając jakiegokolwiek (nie tylko darmowego) parkingu, to okazało się...
Okazało się, że na pływalni są zawody i o wejściu na jakikolwiek basen do pływania nie ma mowy. No cóż, popluskałem się w grzecznie w basenie ze sztuczną falą, wymoczyłem w jakuzzi, wygrzałem w saunie mokrej, potem w saunie suchej i pojechałem do domu. Odpocząłem nieco i poszedłem pobiegać, bo mnie nosiło z nadmiaru energii. Tak więc nie ma tego złego, coby na dobre nie wyszło.
Podsumowanie: 4 kilometry i 300 metrów w 28 minut. Wolniutko, ale wystarczająco. Ostatnio nie bawi mnie szybkie bieganie, a ja lubię się bawić tym, co robię. A skoro to jeszcze pozwala mi zdrowiej żyć, w co wierzę - jest super!

piątek, 20 września 2013

Powrót do aktywności

Piątek, 20 września 2013

Dawno nic nie pisałem, bo... Dawno też nie biegałem. Wiem, że nie jest to żaden powód do dumy, ale nadal jest to zgodne z moim założeniem, że biegam kiedy chcę, jak daleko chcę i w takim tempie, jakie mi akurat pasuje. I tego będę bronił jak niepodległości.
Ostanie bieganko było więc 6-go września, a ostatni wpis na blogu nawet jeszcze wcześniej. W międzyczasie zmieniłem lokalizację z polskiej na szwedzką i wracam do biegania po północnej stronie naszego morza. W Linkoping zawsze byłem aktywniejszy fizycznie, mam nadzieję, że i tym razem tak będzie. We wtorek pojechałem więc do pracy samochodem, po czym po pracy odebrałem od kolegi swój rower zostawiony tu przed wakacjami i tymże rowerem, po krótkiej reanimacji (korozja go nieco chwyciła przez te trzy miesiące i nie chciał odpalić od pierwszego kopnięcia ;)) wróciłem do domu. No ale co zrobić z samochodem, który został pięć kilometrów od domu? Rozwiązanie było bardzo proste: założyć buty i pobiec po niego. Tak też niewiele się zastanawiając zrobiłem.
Podsumowanie - 4 kilometry z hakiem w 26 minut. Tempo nie było zabójcze, ale ważne że w ogóle jakieś było.