piątek, 5 lipca 2013

Piątek na dobry początek

Tego nieregularnego dziennika, bo nie biegania.

Piątek, 5 lipca 2013

Kiedy w koncu otworzą ten cholerny basen... Myślałem przeklinając w duchu żar lejący się z zawieszonej na niebie wielkiej żółtej kuli. Temperatura pomimo w miarę wczesnych godzin była już grubo powyżej dwudziestu stopni, a ja byłem w połowie krótkiego, niespełna trzykilometrowego kawałka wkoło osiedla.
Tak, wolę pływanie. Jak jest zimno, to płynę troszkę szybciej i ciało szybko się rozgrzewa. Jak ciepło - zawsze można zwolnić i rozkoszować się jak przyjemnie chłodna wodna schładza skórę. W szwedzkich jeziorach to nawet zamraża, jak to określili moi koledzy, ale Szwedzi pływają i jakoś nie narzekają. To chyba inny naród, bo już od pierwszego czerwca kryty basen zostaje zamknięty, a prosto z ciepłego prysznica trzeba udać się na zewnątrz na dużą pięćdziesięciometrową pływalnię. I co z tego, że woda ma 28 stopni, jak z północy zawiewa mrozem, że hej.
Ale o bieganiu miało być. I dziś, jak na dziennik przystało, będzie krótko: trzykilometrowy trucht w upale w tempie 5 min/km dał mi w kość. Lało się ze mnie bardziej, niż po wyjściu z basenu. Ale ważne, że w ogóle udało się wyjść.

PS. Dziennik zaczyna się dziś. Nieważne co bylo wcześniej. Nie chce mi się wracać do przeszłości i opisywać początków. Trzeba żyć tu i teraz. A jak potrzeba - Endomondo historię przypomni :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz