Poniedziałek, 8 lipca 2013
Weekend i po weekendzie. Pogoda nienajgorsza, coś koło 20 stopni na dworze, a i tak po czterech kilometrach przybiegłem spocony jak dzika świnia. A wszystko przez letnie slońce, które daje od samego rana jak reflektory na Narodowym. Gdzieś wyczytałem, że bieganie "dodaje +100 do Twojej atrakcyjności". Jeżeli przepocona na wylot koszulka i czerwona twarz podnosi moją atrakcyjność, to jednak na co dzień wolę być trochę mniej atrakcyjnym ;)
Rozwiązanie na nadmierne letnie ciepelko jest jedno: trzeba wcześniej wstać i ruszyć tyłek zanim jeszcze słońce zacznie pionowo świecić nad głową. Ja jednak wychodzę z zalożenia, że bieganie ma być przyjemnością, a nie katorgą, więc mówię "stanowczo raczej nie" wstawaniu przed Ostatecznym Terminem Wstawania. Podobnie podchodzę do mitów na temat porannego wstawania na ryby. Kara - oczywiście palące słońce nad głową. Ale nic to. Chustka na głowę i w drogę :-)
Podsumowanie dzisiejszej przebieżki - 4 km w 21 minut.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz