Piątek, 20 września 2013
Dawno nic nie pisałem, bo... Dawno też nie biegałem. Wiem, że nie jest to żaden powód do dumy, ale nadal jest to zgodne z moim założeniem, że biegam kiedy chcę, jak daleko chcę i w takim tempie, jakie mi akurat pasuje. I tego będę bronił jak niepodległości.
Ostanie bieganko było więc 6-go września, a ostatni wpis na blogu nawet jeszcze wcześniej. W międzyczasie zmieniłem lokalizację z polskiej na szwedzką i wracam do biegania po północnej stronie naszego morza. W Linkoping zawsze byłem aktywniejszy fizycznie, mam nadzieję, że i tym razem tak będzie. We wtorek pojechałem więc do pracy samochodem, po czym po pracy odebrałem od kolegi swój rower zostawiony tu przed wakacjami i tymże rowerem, po krótkiej reanimacji (korozja go nieco chwyciła przez te trzy miesiące i nie chciał odpalić od pierwszego kopnięcia ;)) wróciłem do domu. No ale co zrobić z samochodem, który został pięć kilometrów od domu? Rozwiązanie było bardzo proste: założyć buty i pobiec po niego. Tak też niewiele się zastanawiając zrobiłem.
Podsumowanie - 4 kilometry z hakiem w 26 minut. Tempo nie było zabójcze, ale ważne że w ogóle jakieś było.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz